Jan Bliźniak: „HITCHHIKER”

fotos_2016_hitchhiker

Spotkanie

analiza filmu „Hitchhiker”

Z początku może się zdawać, że będzie chodziło o politykę. W Południowej Korei pod zarzutem szpiegostwa na rzecz północnego sąsiada zostaje aresztowany autostopowicz. Szczególny nastrój i pomysłowa konstrukcja „Hitchhikera” uwypuklają jednak egzystencjalny charakter opowieści nie tyle sensacyjnej, co raczej na swój nietypowy sposób obyczajowej.

Grzmot zapowiada nadciągające kłopoty. Kiedy deszcz łapie samotnego autostopowicza, ten bezceremonialnie zatrzymuje jadący samochód i wsiada do środka. Najwyraźniej jedyne, czego pragnie, to wybrać się z kimś na drinka. Wkrótce jednak trafi na policję. Tam jego sprawą zajmie się wymęczony funkcjonariusz. Czy wymarzony drink zdoła rozwiązać tę sytuację?

Reżyser, Jéro Yun, zręcznie dawkuje informacje o postaciach. Początkowo zdaje się, że najważniejszy jest autostopowicz, ale dość szybko pałeczkę głównego bohatera przejmuje policjant. Widz dowiaduje się o nich bardzo niewiele. Kluczowe informacje pojawiają się w dość zaskakujący sposób – poprzez kilka zdań wypowiedzianych z offu. Trudno orzec, czym one właściwie są: wyobrażeniem? myślami? ewentualnością? Nie wiadomo, czy należy im wierzyć, czy mają tylko zmylić odbiorcę.

W istocie jednak dokładne biografie bohaterów nie są do niczego potrzebne. Ważniejsza okazuje się dynamika relacji między nimi. Znów objawia się pomysłowość reżysera, który jej złożoność prezentuje za pomocą wspólnego posiłku. Długa, pozbawiona dialogów scena stanowi swoistą pantomimę. Proste czynności – jedzenie, podawanie sobie miseczek, nalewanie alkoholu – zostały nasycone znaczeniami, mimowolną wymownością.

Ów posiłek wypełnia drugą część filmu, charakteryzującego się precyzyjną konstrukcją. Całość dzieli się na dwa akty, z których każdy ma nieco inną dynamikę. Pierwszy obfituje w znacznie więcej wydarzeń, z tego względu ma żywszy rytm. Podział filmu wyraźnie podkreśla muzyka. Pojawia się w trzech miejscach – na początku, w środku i na końcu – spinając kluczowe momenty fabuły. Jej charakter bardzo subtelnie się przy tym zmienia. Na początku delikatny liryzm równoważy pewna nerwowość, jaką wprowadza powtarzanie w akompaniamencie tego samego dźwięku, w środku nerwowość zaczyna dominować, zaś koniec należy już tylko do liryzmu.

W filmie pojawia się jeszcze jeden strukturalny podział wyznaczany tym razem przez dwie bliźniacze sceny. W pierwszej policjant sam wychodzi na deszcz, w drugiej robi to razem z podejrzanym. Filmowane z góry, z pięknym wizualnie momentem otwierania parasola, wyznaczają chwile najważniejszych decyzji funkcjonariusza, które zmieniają kierunek opowieści.

Wydobywanie piękna z otwieranie parasola świadczy o dużej staranności reżysera w doborze odpowiedniej formy wizualnej. Korzysta on z bardzo ubogiej palety kolorów. Na zewnątrz dominuje czerń ostro kontrastująca ze światłami samochodów czy szyldów. Wnętrze posterunku utrzymane zostało w stonowanej mieszance beżów i szarości. Jest w tych kolorach pewna rezygnacja, senność, ale i elegancja, budząca skojarzenia z kinem noir. Taki dobór barw dobrze komponuje się ze spokojem następujących po sobie kadrów. Ich ostentacyjne wręcz unikanie jakiegokolwiek pośpiechu pozwala lepiej skupić się na bohaterach, obserwować ich twarze, zwłaszcza w długich scenach bez słów.

Bohaterowie bowiem, a nie historia, stanowią esencję „Hitchhikera”. Wątek polityczny szybko ucieka na trzeci plan. Liczy się spotkanie dwóch ludzi. Nie sposób stwierdzić, jak wiele ich łączy i czy cokolwiek dzieli. Tej nocy wydają się sobie bliscy w jakiś nieodgadniony, ale chyba uniwersalnie ludzki sposób. Film dotyka tajemnicy bycia człowiekiem, ale nade wszystko na swój enigmatyczny sposób opowiada o cudzie spotkania. Bowiem, kto wie? Może przedstawione wydarzenia są początkiem pięknej przyjaźni.

autor: Jan Bliźniak